Wejherowo i jego USG

doctor-jese43-s-usg-wejherowoW Wejherowie mieliśmy kiedyś klinikę ginekologiczno-poloznicza. Miała bardzo odkrywcze nazwę „USG Wejherowo”. Mój tata był tam lekarzem przez jakiś czas i mówił że nie było wcale źle. Pralowal tam jakieś trzy lata. Płacą dobra i blisko do domu bo mieszkamy w Wejherowie. Czasami jednak tata wracał zmęczony i wkurzony bo miał pacjetke w wieku siedemdziesięciu dziewięciu lat która za młodu też była ginekologiem. Cały czas popoprawia tatę i gderała że teraz to na studiach uczą samych bezsensownych rzeczy chyba. Ale nie dlatego tata odszedł tam z pracy. Kiedyś przyszła do niego moja była wychowawczyni z podstawówki. Kobieta co najmniej urodziwa. Podobno usiadła na fotelu i tata nawet nie zdążył wejść do salki w której się bada a ona zaczęła się drzeć że ja gwałcą. Oczywiście oskarżenia od razu padły na mojego tatę. Jednak paniusia nie ogarnęła ze w tamtym pokoju gdzie był tata są kamery z mikrofonem. Kiedy zaczął się krzyk od razu do niej wyleciał. Oczywiście nic mu nie zrobili on biedny prawie wrobiony w gwałt. Potem się okazało ze ta kobieta widziała chciała się odegrać na kimś za zdradę Ale ze nie widziała taty to nie zjarzyła że to nie on. Idiotka jakich mało. Dzięki niej usg Wejherowo zaczęło tracić pacjentki. A tata przeniósł się do Luzina w którym też jest kliniką. Ta lalunia nie uczy już w mojej podstawówce. I dobrze bo nigdy nikt jej nie lubił.

Mój pierwszy interes

Niedawno przeprowadziliśmy się do Gdańska w związku z taty pracą. W pobliżu naszego bloku nie znajdowało się nic ciekawego. Z okien widziałem w oddali tylko wypłowiały napis: wypożyczalnia samochodów Gdańsk. Od dzieciństwa interesowały mnie samochody, szczególnie te starszego typu.

dobry-samochod

Trochę z nudów, trochę z ciekawości jednego popołudnia poszedłem na spacer po dzielnicy Gdańska, w której mieszkałem, aż doszedłem do widzianej z okien wypożyczalni samochodów Gdańsk. Jednak widok, który ujrzałem nie był za ciekawy, a tym bardziej zachęcający do skorzystania z oferty wypożyczalni. Rozwalająca się brama, odpadająca farba z szyldu, ukryte za wysokim, od wieków nie strzyżonym żywopłotem samochody wręcz odstraszały potencjalnych klientów. Wszedłem na teren wypożyczalni ze szczerej ciekawości. Z niewielkiego szarego domku wyszedł do mnie starszy ale dziarski pan. Okazało się, że jest emerytowanym wojskowym, który od zawsze interesował się samochodami, lecz teraz z racji wady wzroku nie może już nimi jeździć. Ponadto poprzez chorobę żony oraz konkurencję jego wypożyczalnia samochodów Gdańsk, notabene pierwsza w tym mieście, zaczęła podupadać i zaczyna myśleć o jej zamknięciu. Zastanawia się tylko co zrobić z samochodami, z którymi jest bardzo mocno uczuciowo związany. Są to głównie samochody polskie, których teraz już nikt nie chce z racji nowych i szybkich modeli kupić. Dla mnie te samochody to były cacka, których coraz mniej było na polskich ulicach. Zaproponowałem panu Kazimierzowi (bo tak miał na imię) wspólny interes: pomogę mu w uporządkowaniu terenu i rozreklamowaniu firmy w zamian za niewielki procent ewentualnych dochodów. Miałem też na razie sporo wolnego czasu – właśnie skończyłem egzaminy maturalne, dlatego mogłem swój czas poświęcić najstarszej wypożyczalni samochodów w Gdańsku.